W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. OK, rozumiem
Aktualności

wróć

Na własnym (i blokowym) przykładzie

10 IV 2017, 12:08:00

Ciągle ganię i ganię kierowców, właścicieli aut niszczących nasze wspólne dobro –trawniki.

Gdyby rozłożyć temat na czynniki pierwsze wyglądałoby to tak.

W roku ubiegłym Spółdzielnia Mieszkaniowa zaproponowała, że błoto przed naszym blokiem możemy zamienić w parking. Wyznaczono termin i datę spotkania, na które przybyło 8 osób, w tym 2 nie posiadające samochodu. Reszta nie była lub nie chciała być zainteresowana. Zebranie nie wniosło nic. Każdy powiedział co myśli i poszedł do domu. Zainteresowanie „ogromne”. Lepiej stać w błocie lub niszczyć trawnik, albo czekać, aż ktoś inny weźmie odpowiedzialność. Na tymże zebraniu omówiono również wydzielenie miejsc pod blokiem na kilka rowerów. Mnie przypadło obejść sąsiadów i uzyskać ich akceptację. I tak jak na zebraniu wielu mówiło, że miejsce jest potrzebne, to w „praniu” okazało się ,że nikt nie jest zainteresowany. Projekt upadł.

W roku bieżącym, kiedy trzeba było przy współpracy sąsiedzkiej wyciągać samochody z błota, coś się ruszyło. Zbierane są podpisy. I jak zawsze- gdzie jeden pomysł – 1000 obiekcji. Może tym razem okaże się, że siła w tłumie i projekt parkingu będzie zrealizowany.

I tak pewnie jest w wielu blokach. Każdy coś chce, każdy ma wymagania, ale jak dojdzie do czegoś konkretnego, to najlepiej schować głowę w piasek.

Ciągle ganię kierowców, bo nie podobają mi się niszczejące trawniki. Ale ci sami kierowcy czekają na podjęcie decyzji przez innych, na zaangażowanie innych, żeby potem mogli korzystać z wywalczonych projektów. Gnieźnieńska SM (ri)